|
Blog > Komentarze do wpisu
Częstochowę też stać na oryginalność
W miejscu Cepelii ma powstać centrum kongresowe - są na to unijne pieniądze (10 mln euro). Czy będzie to kolejny, banalny budynek? Graz budując swój Kunsthaus załatwił dwie sprawy naraz: zyskał sale wystawowe i zwrócił na siebie (skutecznie) uwagę Europy
Blob wyłania się znienacka,
niespodziewanie. Idziesz sobie uliczką, wśród starych domów i nagle dostrzegasz
coś bezkształtnego z sutkami czy - jak kto woli - czułkami na dachu. Jedni
mówią: to wątroba lub serce, inni: krowie wymię. Albo wchodzisz na wzgórze,
by podziwiać czerwone dachy wpisanych na listę UNESCO Grazu - i... znowu
Kunsthaus. Budynek, który nie ma kantów, linii prostych, kątów, załamań. O
takich mówi się blob; są hitem architektonicznym ostatnich lat, który dotarł
nawet nad Wisłę: przy Dworcu Centralnym w Warszawie falują dachy Złotych
Tarasów, nowego centrum handlowego. Wielkich emocji Tarasy jednak nie budzą, w
przeciwieństwie do Kunsthausu. On spokoju nie daje nawet, a może przede
wszystkim nocą. Pod jego szklaną, ciemną powłoką umieszczono tysiące światełek,
które zaprogramowane falują w ciemności albo wyświetlają jakieś napisy. Kunsthaus budzi zachwyt albo
protest. To wynika z kontekstu: stoi przecież na zabytkowej starówce. Nikt więc
nie jest wobec bloba obojętny: albo mu się podoba, albo mówi, że to skandal.
Choć w tej drugiej opinii celują głównie obcokrajowcy, bo nobliwe starsze
gracanki chętnie chodzą do kawiarni ulokowanej w blobie. Niezależnie od zdania, w
każdym wypadku zwycięzcą jest... Graz. Dla miasta Kunsthaus pełni rolę nie
tylko miejsca, gdzie wystawia się nowoczesną sztukę i nie tylko ciekawostki
architektonicznej. Stał się symbolem, wizerunkiem i najlepszym z możliwych
produktem promocyjnym. Wystarczy wejść do centrum
informacji turystycznej i sięgnąć po foldery. Czerwone dachy i wieże kościołów
są zawsze fotografowane na tle Kunsthausu. Budynek stał się ikoną miasta, które
ogłoszono w 2003 r. stolicą kulturalną Europy. Bo dzięki blobowi Graz stał
się sławny. - Wcześniej uważano go za miasto przemysłowo-naukowe. Turyści
przemykali biegnącą obok autostradą nawet tu nie zaglądając. Wkoło nie ma
przecież wysokich, zaśnieżonych szczytów Alp, choć krajobraz, jak to w Austrii,
jest malowniczy - mówią mi w biurze informacji turystycznej. Powszechny dziś wizerunek
miasta europejskiego Graz osiągnął dzięki Kunsthausowi, ale uczciwie trzeba
przyznać, że pracował na nią przez lata. Tu zawsze nowa architektura dobrze się
miała. Na ulicach pełno jest rzeźb, ale i Częstochowa ma taką tradycję - dość
wspomnieć Smoka na Północy czy Przyjaciółki na Tysiącleciu. Ale już nasz „towar
eksportowy”, czyli balansujące rzeźby Jerzego Kędziory wiąż nie mogą znaleźć
poczesnego miejsca w śródmieściu, a najlepiej w Alejach... - Jakim budynkiem będzie
centrum kongresowe, które - za przyznane już nam pieniądz unijne - powstanie w
miejscu Cepelii? - pytam w magistracie. Rzecznik Ireneusz Leśnikowski
przysyła w odpowiedzi informację, że miasto szuka inwestora, bo kompleks w III
Alei mógłby mieć też część komercyjną. I że rozmawia z kilkoma. Ale o
architekturze budowali nie wspomina ani słowa. Prezydent Tadeusz Wrona
przed moim wyjazdem do Grazu: - Do dziś nie spłacono budowy Kunsthausu! I nie spłaci się, bo
inwestycja z założenia była niedochodowa. Tak jak Częstochowa nie może liczyć,
że z biletów utrzyma Muzeum Pielgrzymowania w dawnej popówce i jeszcze odzyska
koszty remontu. Graz ma centrum kongresowe zupełnie gdzie indziej, a na pewno
nie w Kunsthausie. Ten budynek ciekawy jest też
w środku, choć jego ściany wcale nie są przezroczyste. Tylko na ostatniej
kondygnacji można przez „wymię” - jak przez okno dachowe - spojrzeć na
Schlossberg, wzgórze górujące nad Starym Miastem. Budowa Kunsthausu nie
przeszła jednak w Grazu łatwo. Wprawdzie od wczesnych lat 60. XX w. władze,
mieszkańcy i architekci interesują się tam sztuką współczesną i są na nią
bardzo otwarci, musiało jednak minąć wiele lat, zanim zdecydowano się na taką
inwestycję. W dodatku dopiero trzeci konkurs wyłonił tak dojrzałą koncepcję,
która została zaakceptowana przez jury. Czy częstochowianie byliby
gotowi na podobny eksperyment? Nie lubimy nowej architektury, choć może jest to
skutek tego, że nie mamy jej wybitnych przykładów. Konserwator zabytków nie
zgodził się swego czasu na współczesną formę kamienicy w Alei 12, a tylko na
podwyższenie tej, która stała. A że była miernym osiągnięciem sztuki
architektonicznej przełomu XIX i XX w., mamy teraz nijaką siedzibę „trójsklepu”
tworzonego przez Sekę, Pasaż i Plejadon. Krytykowany jest Schott, bo też nie
jest wybitny. Choć pomstowanie to moim zdaniem przesada: ten budynek dobrze
wpisuje się gabarytami w Aleję NMP i al. Kościuszki. Jest zwykłym, przeciętnym
przykładem inwestycji prowadzonych w końcu XX wieku. Przeciętnym, ale nie złym. O współczesne ikony
architektury nie jest zresztą łatwo. Udało się to w Polsce dwóm miastom:
Bydgoszczy, gdzie BRE zbudował bank w formie nadrzecznych spichlerzy (notabene
obok wisi rzeźba Kędziory). I Poznaniowi z jego Starym Browarem Grażyny
Kulczyk. W tym drugim wypadku tylko część galerii handlowej powstała - wbrew
nazwie - w starych zabudowaniach. Za 30 lat Stary Browar będzie wpisany do
rejestru zabytków - przeczytałem parę dni temu w periodyku poświęconym
konserwacji zabytków. I napisali to konserwatorzy! Jestem przekonany, że
Kunsthaus w Grazu też za 30-50 lat będzie zabytkiem. Czy takim ma szansę stać
się częstochowska Cepelia, przebudowana na centrum kongresowo-wystawiennicze?
Czy Częstochowa jest zdolna do tek klasy inwestycji co Graz? Nie tyle finansowo
(unijne dotacje dają dużą szansę), co mentalnie? Czy budynek, który powstanie,
zmieni wizerunek Częstochowy w oczach Polaków, by zauważyli, że niepodważalna
stolica duchowa Polski to także prężne miasto? wtorek, 13 listopada 2007, haladyj
|
|